Ukraina też jest Europą Друк

"Ми нарікаємо на проблеми із фінансуванням польських неурядових організацій. В Україні шось такого взагалі неіснує" - одна із фраз статті про співпрацю польських та українських НУО. Дана стаття була опублікована на сайті www.ngo.pl. Текст подаємо мовою оригіналу. 


Ukraina też jest Europą

– Ukraiński rząd nie traktuje kultury jako narzędzia zmiany społecznej. Nie ma mowy o pozyskaniu pieniędzy na oddolne inicjatywy – mówią kuratorki z The Alternative Visual Studies/Media Art Lab z Kijowa. – Brakuje programów dających szanse działania ukraińskim twórcom w Polsce – dodają aktywiści polskich organizacji.

„Art Training w przestrzeni publicznej Wrocławia” był jednym z ośmiu zwycięskich pozarządowych projektów w konkursie Art for Social Change, przeprowadzonym przez Narodowy Instytut Audiowizualny i będącym częścią przygotowań do Europejskiego Kongresu Kultury.

Czwórka artystów: Nikita Kadan, Zhanna Kadyrova, Anna Ostoya, Janek Simon zaproponowała udział w grach miejskich. We Wrocławiu instrukcje do gry – w formie plakatów oraz pocztówek pojawiły się we wrześniu, podczas Europejskiego Kongresu Kultury. Twórcy chcieli sprowokować wrocławian i gości Kongresu do krytycznego namysłu nad przestrzenią miasta. Kolejna odsłona projektu była przeprowadzona na Ukrainie.

Rozmawiając z inicjatorką i pomysłodawczynią projektu, Małgorzatą Swaryczewską, kuratorką Beatą Seweryn, artystką Zhanną Kadyrovą oraz Liudmilą Motsiuk i Natalią Manzhali z The Alternative Visual Studies/Media Art Lab z Kijowa – kuratorkami strony ukraińskiej, przedyskutowaliśmy problemy, z jakimi zderzają się artyści ze Wschodu działający w przestrzeni publicznej w Polsce.

Przez długi czas nie mogliście zrealizować tego pomysłu, gdyż trudno było znaleźć pieniądze na zaprezentowanie w Polsce artystów ukraińskich działających w przestrzeni publicznej. Szansą okazał się dopiero Europejski Kongres Kultury…

Małgorzata Swaryczewska: – Faktycznie, gdyby nie to, że znaleźliśmy się wśród zwycięskiej ósemki konkursu Art For Social Change, pewnie nadal szukalibyśmy środków na zaproszenie ukraińskich artystów do Polski. W projekcie ważna była dla nas wymiana doświadczeń. Na akcję polskich artystów w Kijowie pieniądze znalazły się bez większego problemu. Ale nie ma programów pozwalających na promocję sztuki ukraińskiej u nas, więc nie mogliśmy znaleźć pieniędzy na drugą część. Wygrana w konkursie Narodowego Instytutu Audiowizualnego umożliwiła zaproszenie kijowskich artystów do Wrocławia: najpierw na wizyty studyjne, potem na samą akcję, której byli współautorami.

Przecież cały czas mówi się o otwarciu na Wschód. Dlaczego tak trudno znaleźć pieniądze na wspólne oddolne działania?

M.S.: – Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Polskie organizacje pozarządowe stosunkowo łatwo mogą pozyskać fundusze na realizację projektów za wschodnią granicą i promocję polskich artystów. Niestety nie działa to w drugą stronę. Jest zwrot ku współpracy na poziomie rządowym. O inicjatywach oddolnych wciąż się zapomina.

Beata Seweryn: – Mam wrażenie, że zachowujemy się jak kolonizatorzy. My przywozimy na miejsce swoich artystów i pokazujemy własne prace, ale nie mamy żadnych funduszy, by dać skromne honorarium twórcom ukraińskim, albo wesprzeć produkcję ich prac w Polsce. I to mnie dziwi. Pamiętasz boom na promocję niemieckiej sztuki w Polsce? Łaknęliśmy tego. To przecież także nasza korzyść jako odbiorców. Kiedy pojechaliśmy do Kijowa, ludzie byli zainteresowani naszymi działaniami, ale oni marzą przede wszystkim o tym, żeby pokazywać się i móc tworzyć poza Ukrainą. Brakuje programów, które umożliwiłyby współpracę dla obu stron na tych samych warunkach.

To znaczy, że organizacje pozarządowe na Ukrainie nie mają żadnych własnych programów, z których także mogłyby pozyskać środki?

B.S.: – My narzekamy na kłopoty w finansowaniu polskich organizacji pozarządowych. Na Ukrainie coś takiego w ogóle nie istnieje.

Ale jakieś możliwości działania chyba są?

Liudmila Motsiuk: – Nie istnieje systemowe wsparcie na poziomie ogólnym. Każdy projekt wymaga oddzielnych poszukiwań środków u każdego, kto wykaże chęć pomocy. Nie są to pieniądze rządowe, tylko ewentualnie środki pochodzące z puli międzynarodowej. Można próbować właśnie w programach współpracy polsko-ukraińskiej czy polsko-niemieckiej. Poza tym pozostają oligarchowie i tak zwani mecenasi kultury lub korporacje.

Czyli na Ukrainie kiełkuje CSR (Społeczna Odpowiedzialność Biznesu)?

Natalia Manzhali: – Kiełkuje to trafne określenie. Wymaga to bardzo dużo sił, czasu, wytrwałości i specyficznego podejścia. Nie jest na tyle oczywistą i otwartą praktyką, by zwracać się bezpośrednio. Trzeba rozróżnić dwie rzeczy: można dostać pieniądze na projekty, które pasują do profilu korporacji i które korporacja sama chce robić. Projekty na zamówienie. Trzeba znaleźć swój własny klucz, żeby stworzyć coś, co będzie jednocześnie promocją sponsora i realizacją pomysłu twórcy. Artystą można być. Trzeba tylko bardzo uważać, żeby nie stać się artystą na zamówienie.

L.M: – Problemem dla artystycznych kolektywów czy organizacji zajmujących się współczesną sztuką jest też to, że nawet jeśli znajdą się pieniądze na pojedynczy projekt, to absolutne nie ma środków na potrzeby organizacyjne. Na skromny lokal, księgową, na jakiekolwiek podstawowe sprawy.

To jak działacie?

L.M: – Wymieniamy się. Raz ktoś pożyczy ci księgową, a ty jemu biuro, innym razem odwrotnie.

Czyli brakuje wsparcia rządowego, ale za to jest współpraca oddolna między organizacjami?

Zhanna Kadyrova: – To raczej znajomości międzyludzkie. Pomagają sobie znajomi, nie całe organizacje.

Byliśmy w takiej samej sytuacji i chociaż mamy sporo do zrobienia, to jednak sytuacja polskich stowarzyszeń i fundacji znacznie się poprawiła. Jak to wygląda u Was? Widać jakieś postępy?

L.M.: – Wracamy do punktu wyjścia, czyli do pytania: dlaczego nie ma środków na finansowanie naszych działań. Skoro nasz rząd nie uważa, że kultura jest potrzebna do rozwoju cywilizacyjnego i rozwoju społeczeństwa jako takiego, to i o wsparciu finansowym mowy nie ma. Ukraińscy decydenci nie widzą potrzeby inwestycji w to, o czym była mowa na Kongresie Kultury. O tym, że może być ona narzędziem społecznej zmiany. U nas nie ma tej dyskusji. Widać poprawę w sytuacji organizacji zajmujących się czymś innym, na przykład pomocą społeczną. Tu progres jest. W organizacjach kulturalnych nic się nie zmienia, bo kultura nie jest tematem ważnym dla rządu.

B.S: – W Polsce III sektor stał się alternatywnym wyjściem dla tych, którzy albo nie chcą, albo nie mają możliwości pracować w instytucjach publicznych. A na Ukrainie sprawnie funkcjonujących w obrębie sztuki instytucji publicznych nie ma w ogóle. Daleko im do polskich galerii. Jest ciągła rotacja stanowisk, nie ma żadnej koncepcji w zarządzaniu. Kuratorzy pojawiają się, by zrealizować konkretną wystawę czy działanie i znikają. Publiczne instytucje kultury są tak naprawdę tymczasowo zaadaptowanymi budynkami na pojedyncze akcje. Nie ma wzoru działania takich instytucji, planów na rozwój. Jak tu w ogóle mówić o polityce wobec działania oddolnych organizacji w obszarze kultury?

Czyli wszystko o czym „Europa” rozmawiała na Kongresie u was, na Ukrainie, nie istnieje w ogóle? Nie ma żadnego planu na rozwój programu kulturalnego?

L.M.: – Idea rozwoju kultury jako filaru oczywiście istnieje. Tylko niestety nie ma żadnego przełożenia na wymiar realny. U nas prowadzone są dyskusje na poziomie, który język będzie tym oficjalnym w promocji sztuki. Czy ukraiński będzie wiódł prym, czy podzieli się domeną z rosyjskim. Stąd problemy z drukiem, z wydawnictwami. Podstawowe zagadnienia kulturalne są owszem poruszane, mamy Akademię Sztuk Pięknych. Tylko co z tego, jeśli nie ma na niej żadnego wydziału związanego ze sztuką współczesną. Nie ma nawet fotografii – więc o sztukach wizualnych nie wspominam. Nie mamy podstawowej linii edukacji stworzonej przez państwo. Wszystkie działania powstają w obrębie organizacji albo prywatnych inicjatyw. I tu znowu wracamy do kwestii pieniędzy…

Z.K.: – Nie przesadzaj. Pieniądze przecież są. Na remont dachu albo elewacji Akademii. A poważnie: na to idą rządowe środki. Na infrastrukturę. Na politykę działania, tzw. merytorykę, czyli projekty, które instytucje publiczne mogłyby realizować, finansów nie ma żadnych.

Brzmi fatalnie, a przecież macie masę świetnych młodych ludzi, którzy doskonale poruszają się w obszarze nowych mediów i wasze projekty, chociażby ten wrocławski, w niczym nie ustępują projektom zachodnich artystów. Nie czujecie, że wasz rząd i artyści też powinni uczestniczyć w dyskusjach o europejskiej kulturze?

L.M.: – Przede wszystkim cieszymy się, że w ogóle mogliśmy zostać na Kongres zaproszeni. Bo inicjatywa i atmosfera świetna. Z drugiej strony wynika, że Ukraina czy Białoruś to nie Europa. A to jest już nieco przykre.

B.S: – Więcej otwartości widać w kierunku sztuki islamskiej, armeńskiej, gruzińskiej, tureckiej. Ukraina chyba nadal mało modnie w Polsce brzmi.

To czego Ukraina od Europy potrzebuje?

N.M.: – Oczywiście świetnie było by wciągać naszych polityków w takie rozmowy, które odbywały się we Wrocławiu. Żeby zobaczyli kontekst i perspektywę. Ważniejsze jest jednak dla mnie pytanie, co Ukraina może dać Europie. Potrzebne nam jednostki, które wyciągną rękę i pozwolą pokazać naszą sztukę.

B.S.: – Tym bardziej, że jesteśmy w momencie, kiedy deklaracji o polsko-ukraińskiej współpracy pada dużo. O stosunkach dyplomatycznych, o przygotowaniach do EURO. Wiele rzeczy mówi się publicznie, ale brak jest realnego przełożenia właśnie w działaniach na polu kultury.

W wielu publicznych dyskusjach mówi się, że Polska ma szansę i chce być łącznikiem między Europą Wschodnią a Zachodnią. Czy wy czujecie, że ten most się realnie buduje?

L.M.: – Trudno chyba mówić o odczuciach w stosunku do całej Polski czy całej Ukrainy. Pomoc jest na różnych płaszczyznach i to w jakimś stopniu widać. My możemy mówić o współpracy w kontekście sztuki współczesnej i projektów w przestrzeni publicznej. Tu pole do działania jest ogromne.

www. ngo.pl

 
Львів відкритий для світуЛьвівська міська рада
© НГО – Портал громадських організацій Львова – NGO. Дизайн та програмування сайту – KUDEST